wtorek, 13 lipca 2010

Kilka przemyśleń po przeczytaniu wiedźmina.

W końcu znalazłem wystarczającą ilość czasu, żeby doczytać Sagę o Wiedźminie Geralcie. W dużej mierze przyczynił się do tego fakt, że ostatnio sporo podróżuję pociągiem do Katowic. Ale do książki wracając... jestem - delikatnie mówiąc - rozczarowany zakończeniem.

Cała książka jest napisana z wielką wyobraźnią, bardzo specyficznym poczuciem humoru, którym nie sposób się nie zarazić. Wielkie ukłony kieruję w stronę Pana Sapkowskiego za umiejętność utworzenia tysiąca różnych wątków, a następnie sprawnego połączenia ich tak, by można było zauważyć jedną, sensowną całość. Jedno co bardzo mnie razi i psuje ogólne pogląd na książkę jest próba zaskakiwania czytelnika niczym Agatha Christie w swoich najlepszych kryminałach. Cały pasztet polega na tym, że cała fabuła książki straciła sens przez jeden drobny, ale za to bardzo ważny fakt: Emhyr to Duny czyli ojciec Ciri.

Dlaczego to nie ma sensu?

Duny wyjaśnia Geraltowi, że pewnego dnia dowiedział się o przepowiedniach. Żeby przepowiednie się nie spełniły potrzebna mu będzie "starsza krew". Stwierdził, że wykorzysta do tego własną córkę. Rozpoczęła się 5 tomowa krucjata Nilfgraardczyków po Ciri. Do tej pory wszystko jest znośne. A teraz uwaga: W końcu Emhyr łapie Ciri, ma to czego chciał. Po dziesiątkach tysięcy trupów dostał swoją własną córkę, którą chciał wykorzystać do swoich niecnych celów. I w momencie gdy cała książka musiałaby się skończyć - co prawda źle i smutno, ale sensownie - Emhyr stwierdza, że nie jest w stanie skrzywdzić własnej córki i puszcza ją wolno.

Hello!?!?! Ktoś tu ostro przesadził. ;)

Tak czy inaczej książkę czyta się niezwykle przyjemnie. Jest wciągająca, zabawna i pouczająca. Gorąco polecam wszystkim.