środa, 29 grudnia 2010

Więzadło krzyżowe - nieobiektywna historia pewnego kolana cz.10 - "Rehabilitacja"

Jestem już równo 11 tygodni po zabiegu. Sytuacja obecne wygląda tak:

Potrafię prawie całkiem zgiąć nogę w kolanie, jednak nie kucnę jeszcze tak, żeby cały ciężar ciała na niej oprzeć. Mięśnie są odbudowane w stopniu co najmniej satysfakcjonującym. Czworogłowemu brakuje już niewiele do stanu jak sprzed zabiegu. Dwugłowy odbudowuje się dużo wolniej, ale również nie ma tragedii. Najlepiej wyglądają mięśnie łydki.

Obecnie nie ma już żadnych niewygód związanych z poruszaniem się czy bólem. Oczywiście do poruszania się zalecane jest chodzenie w ortezie, która odpowiednio stabilizuje kolano, ale również bez niej spokojnie można już „biegać” po schodach.

W dalszym ciągu jeżdżę na rehabilitację. Przynajmniej raz w tygodniu spotykam się z Panią rehabilitant, która sprawdza czy ze stabilnością nie dzieje się nic złego oraz mobilizuje mnie do ćwiczeń, żeby szybciej odbudować mięśnie. Dosyć to nużące, ale nie można powiedzieć, żeby było to niepotrzebne.

wtorek, 21 grudnia 2010

Więzadło krzyżowe - nieobiektywna historia pewnego kolana cz.9 - "Noc po zabiegu"

Dzięki otrzymanemu środkowi przeciwbólowemu dozowanemu automatycznie w ciągu całej nocy, ból jest nieodczuwalny. Jednak ciężko powiedzieć o tym, żeby dało się spokojnie zasnąć mimo odczuwalnego zmęczenia. Noga jest ustawiona w jednej pozycji i nie należy nią kręcić na lewo i prawo, co za tym idzie śpi, a raczej próbujemy spać cały czas na plecach. Próbował ktoś tego kiedyś?

Tak czy inaczej udało mi się zasnąć około około 21, a obudziłem się "dopiero" około 1 w nocy. Później sen był już tylko godzinnymi drzemkami przerywanymi 30 minutowymi przebudzeniami. I tak do godziny 8 rano, kiedy przyszła kolejna miła Pani pielęgniarka i przyniosła mi śniadanie - spora buła z szynką i ogórkiem oraz jogurcik. Takie poranki to ja mogę mieć codziennie. ;)

Do godziny 10 leżałem dalej "czytając" książkę w wersji audio, dopóki nie pojawił się mój rodziciel z zamiarem zabrania mnie do domu. Pielęgniarka wyciągnęła mi z kolana dreny - rureczki odprowadzające płyny i krew do plastikowych pojemników przywiązanych do uda. Gdy oglądałem te rureczki to widziałem je z trzech stron kolana w każdym miejscu wchodzące do środka. Zastanawiało mnie to, że pojemnik był tylko jeden, ale kto by o tym myślał. Tak, to była jedna jedyna rurka, przeciągnięta przez kolano trzy razy. Nie polecam przyglądać się gdy ta rurka jest wyciągana, bo widok czegoś przemieszczającego się wewnątrz kolana nie jest specjalnie ciekawy. Anyway, wszytko jest bezbolesne.

W końcu pojawił się lekarz. Pooglądał kolano z każdej strony i zawyrokował - "do domu". :) Dostałem polecenie, żeby się ubrać i spróbować stanąć na nogi. Oczywiście przy pomocy kul inwalidzkich i bez stawiania ciężaru ciała na zoperowanej nodze. Poszło gładko. Spodziewałem się zapowiadanej fali bólu w momencie opuszczenia nogi w dół, ale taka się nie pojawiła. Przed samym wyjściem dostałem jeszcze dawkę Ketonalu na drogę, kilka poleceń od rehabilitanta i polecenie by pojawić się po 14 dniach na ściągnięciu szwów.

C.D.N.

środa, 8 grudnia 2010

Więzadło krzyżowe - nieobiektywna historia pewnego kolana cz.8 - "Zabieg"

Zabieg jest szybki, całkowicie bezbolesny i ogólnie rzecz ujmując lajtowy.

Mniej więcej tyle dowiedziałem się od ludzi, którzy ten zabieg przechodziłem. Jedak bez delikatnego stresu nie mogło się obejść. Dlatego postanowiłem opisać dokładnie jak wyglądało od momentu przyjazdu do kliniki do momentu wyjścia, żeby zaoszczędzić innym niepotrzebnych nerwów.

Operacja miała zostać przeprowadzona o godzinie 10.oo więc kilka dni wcześniej otrzymałem informację od Pani pielęgniarki, żebym się pojawił około 8.oo w klinice. Po przyjeździe zostałem zaprowadzony do pokoju, w którym będę się regenerował. Pielęgniarka wzięła ode mnie wszystkie potrzebne dokumenty, które miałem przy sobie oraz powiedziała, żebym się rozebrał, przywdział specjalne wdzianko do operacji i położył się do łóżka, żeby mi nie było zimno. Wdzianko nie było specjalnie ciepłe, ale tragedii nie było. Ponieważ miałem czekać jeszcze troszkę czasu, leżałem sobie spokojnie w łóżku słuchając ciekawego audiobooka - "Klient", J. Grishama - polecam. Po około godzinie pojawiła się Pani pielęgniarka, że troszkę się zabieg opóźni, gdyż podczas operacji obecnego pacjenta okazało się, że kolano wymaga dodatkowej uwagi. W końcu, około godziny 13:00, zostałem poproszony o przejście do sali, w której czekała na mnie już Pani anestezjolog.

Atmosfera była bardzo spokojna i wesoła. Nie obyło się bez żartów typu: "jako, że to mój pierwszy raz to może jakiś szampan na początek?", na które pielęgniarki ochoczo wtórowały swoimi żartami. Ogólnie bardzo dobrze się czułem mimo, że wiedziałem co mnie czeka za kilka minut... Musiałem położyć się na lewym boku. Czas na znieczulenie. Od razu mówię, że nic nie boli. Najpierw dostaje się szybki zastrzyk znieczulający okolice powierzchni skóry. Potem są dwa grube zastrzyki ze środkiem znieczulającym, jednak tego już się nie czuje. Jakieś 20 sekund po podaniu znieczulenia Pani anestezjolog zapytała czy czuję ciepło w lewej nodze. Krótka odpowiedź: "Nie!?!" Nie minęło kolejnych 10 sekund i musiałem zweryfikować moją odpowiedź. Przez całą lewą nogę zaczęło rozchodzić się miłe ciepełko. Co kilka minut sprawdzałem czy noga drętwieje i czy mam w niej czucie, ale już po 10-15 minutach nie potrafiłem poruszyć palcami.
Po około 20-25 minutach dosłownie wjechałem na stół po czym... zasnąłem. :D

Obudziłem się jakieś 5-10 minut przed końcem zabiegu. Panie pielęgniarki pomogły mi przesunąć się na jeżdżące łóżko i zostałem odwieziony do pokoju w którym wcześniej się rozlokowałem.

Było coś około godziny 15. Dostałem pierwszą z trzech kroplówek i teraz pozostało jedynie czekać z niecierpliwością, aż znieczulenie przestanie działać.

I teraz najważniejsze: warunkiem otrzymania na noc dozowaną automatycznie dawkę środka przeciwbólowego jest oddanie moczu. Im wcześniej oddasz mocz, tym lepiej da Ciebie. Jak się okazało nie było to takie proste. Pojawiają się bowiem dwa rodzaje bólu:
1. wynikający z tego, że znieczulenie przestaje działać,
2. wynikający z tego, że po 3 wsiąkniętych kroplówkach pęcherz moczowy jest bardzo mocno testowany.
Problem polega na tym, że znieczulenie jeszcze nie ustąpiło na tyle, by móc spokojnie oddać mocz, a już przestaje łagodzić istnienie śrubki w kolanie.

Gdy udało mi się sprostać temu zadaniu dostałem upragniony antybiotyk ze środkiem przeciwbólowym, a chwilę później do sali wjechał kotlet schabowy z surówką i frytkami. Czegóż chcieć więcej? No może tylko spokojnie się wyspać.

C.D.N.

Więzadło krzyżowe - nieobiektywna historia pewnego kolana cz.7 - "Spotkania rehabilitacyjne"

Pierwsza rehabilitacja trwała 2h. Rozpoczęło się bardzo łagodnie od rozpoznania problemu. Kolejny test szufladowy robiony przez dwóch fizjoterapeutów, badanie obciążeń na poszczególne kończyny dolne (o tym wspominałem już wcześniej, dla przypomnienia 60% ciężaru ciała na prawej nodze). Nie muszę chyba nikomu mówić jakie zagrożenie niesie ze sobą tego typu schorzenie. To czego się dowiedziałem w trakcie pierwszej sesji utwierdziły mnie tylko w przekonaniu, że ta operacja jest wskazana.

Troszkę o tym jak taka rehabilitacja przed zabiegiem wygląda:
Pracuje się cały czas ze swoim rehabilitantem - od początku do końca - gdyż to on (a w moim przypadku ona - pozdrowienia dla Justyny) prowadzi całą dokumentację. Rozpoczyna się rozgrzewką: seria 5-6 ćwiczeń siłowych na mięśnie kończyn dolnych plus rozciąganie. Następnie Wykonuje się odpowiednio przygotowane pod pacjenta ćwiczenia polegające na wzmocnieniu poszczególnych partii mięśni na kończynie. Głównie mięsień czworo-głowy. Zestawy ćwiczeń powinno powtarzać się codziennie aż do dnia zabiegu.

Po co to wszystko?

Otóż jak się okazuje, po samym zabiegu szybciej wraca się do "normalności" jeśli pacjent jest dobrze do zabiegu przygotowany. Ja przyznam się szczerze, że z tym codziennym powtarzaniem ćwiczeń to nie zawsze mi wychodziło, ale ćwiczyć ćwiczyłem ostro.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Więzadło krzyżowe - nieobiektywna historia pewnego kolana cz.6 - "Diagnoza: pod nóż"

Na wizytę do doktora - słowo doktor ma tu jak najbardziej poprawne uzasadnienie użycia - udało mi się umówić naprawdę szczęśliwym trafem. A szczerze mówiąc to dr Krzysztof Ficek przyjął mnie po prostu po godzinach przyjęć pozostałych pacjentów. Rozmowa nie była długa. Opowiedziałem wszystko tak jak wyglądało i jakie leczenie zostało podjęte do tej pory. Doktor stwierdził, że jak widać sam jaki jest mój problem, on to tylko potwierdzi. I co zrobił? Test "szufladkowy". Podstawowe badanie przy podejrzeniu na zerwanie więzadła polegające na próbie wysunięcia dolnej części nogi (od kolana w dół) od jej naturalnego położenia. Normą jest wysunięcie do 5 mm. Ja miałem prawie 20 mm. Ok. Czyli wiem już na 100%, że więzadło jest całkowicie zerwane i samo się nie naprawi. Pytanie zatem brzmi: "co dalej"? Dr Ficek zapewnił mnie, że z tym urazem można spokojnie żyć - przynajmniej z 10-15 lat, ale w kolanie cały czas będą zachodzić nieodwracalne zmiany niszczenia kolana ze względu na brak głównego amortyzatora. Sugestia byłą oczywista - w moim wieku powinienem się poddać rekonstrukcji kolana. Zostałem zapisany na sesję rehabilitacyjną, która miała być rozpoznaniem jak bardzo uraz jest poważny w kontekście ruchu oraz przygotowania mnie do zabiegu. O tym co się działo na sesjach w następnym odcinku.

C.D.N.