Mniej więcej tyle dowiedziałem się od ludzi, którzy ten zabieg przechodziłem. Jedak bez delikatnego stresu nie mogło się obejść. Dlatego postanowiłem opisać dokładnie jak wyglądało od momentu przyjazdu do kliniki do momentu wyjścia, żeby zaoszczędzić innym niepotrzebnych nerwów.
Operacja miała zostać przeprowadzona o godzinie 10.oo więc kilka dni wcześniej otrzymałem informację od Pani pielęgniarki, żebym się pojawił około 8.oo w klinice. Po przyjeździe zostałem zaprowadzony do pokoju, w którym będę się regenerował. Pielęgniarka wzięła ode mnie wszystkie potrzebne dokumenty, które miałem przy sobie oraz powiedziała, żebym się rozebrał, przywdział specjalne wdzianko do operacji i położył się do łóżka, żeby mi nie było zimno. Wdzianko nie było specjalnie ciepłe, ale tragedii nie było. Ponieważ miałem czekać jeszcze troszkę czasu, leżałem sobie spokojnie w łóżku słuchając ciekawego audiobooka - "Klient", J. Grishama - polecam. Po około godzinie pojawiła się Pani pielęgniarka, że troszkę się zabieg opóźni, gdyż podczas operacji obecnego pacjenta okazało się, że kolano wymaga dodatkowej uwagi. W końcu, około godziny 13:00, zostałem poproszony o przejście do sali, w której czekała na mnie już Pani anestezjolog.
Atmosfera była bardzo spokojna i wesoła. Nie obyło się bez żartów typu: "jako, że to mój pierwszy raz to może jakiś szampan na początek?", na które pielęgniarki ochoczo wtórowały swoimi żartami. Ogólnie bardzo dobrze się czułem mimo, że wiedziałem co mnie czeka za kilka minut... Musiałem położyć się na lewym boku. Czas na znieczulenie. Od razu mówię, że nic nie boli. Najpierw dostaje się szybki zastrzyk znieczulający okolice powierzchni skóry. Potem są dwa grube zastrzyki ze środkiem znieczulającym, jednak tego już się nie czuje. Jakieś 20 sekund po podaniu znieczulenia Pani anestezjolog zapytała czy czuję ciepło w lewej nodze. Krótka odpowiedź: "Nie!?!" Nie minęło kolejnych 10 sekund i musiałem zweryfikować moją odpowiedź. Przez całą lewą nogę zaczęło rozchodzić się miłe ciepełko. Co kilka minut sprawdzałem czy noga drętwieje i czy mam w niej czucie, ale już po 10-15 minutach nie potrafiłem poruszyć palcami.
Po około 20-25 minutach dosłownie wjechałem na stół po czym... zasnąłem. :D
Obudziłem się jakieś 5-10 minut przed końcem zabiegu. Panie pielęgniarki pomogły mi przesunąć się na jeżdżące łóżko i zostałem odwieziony do pokoju w którym wcześniej się rozlokowałem.
Było coś około godziny 15. Dostałem pierwszą z trzech kroplówek i teraz pozostało jedynie czekać z niecierpliwością, aż znieczulenie przestanie działać.
I teraz najważniejsze: warunkiem otrzymania na noc dozowaną automatycznie dawkę środka przeciwbólowego jest oddanie moczu. Im wcześniej oddasz mocz, tym lepiej da Ciebie. Jak się okazało nie było to takie proste. Pojawiają się bowiem dwa rodzaje bólu:
1. wynikający z tego, że znieczulenie przestaje działać,
2. wynikający z tego, że po 3 wsiąkniętych kroplówkach pęcherz moczowy jest bardzo mocno testowany.
Problem polega na tym, że znieczulenie jeszcze nie ustąpiło na tyle, by móc spokojnie oddać mocz, a już przestaje łagodzić istnienie śrubki w kolanie.
Gdy udało mi się sprostać temu zadaniu dostałem upragniony antybiotyk ze środkiem przeciwbólowym, a chwilę później do sali wjechał kotlet schabowy z surówką i frytkami. Czegóż chcieć więcej? No może tylko spokojnie się wyspać.
C.D.N.