(kiedyś tu przepiszę wynik badania)
W poniedziałek pojawiłem się po raz trzeci u ortopedy (trzeci raz płacąc 80zł przy czym jeszcze nic się nie dowiedziałem). Wizyta tym razem była dłuższa niż standardowe 90 sekund. Nie dziwi mnie to o tyle, gdyż samo przeczytanie wyników badania zajęło ortopedzie minutę, po czym wyjaśnił mi krótko, że więzadło krzyżowe zostało (prawie całkiem) zerwane, ale nie ma co płakać, jestem młody i może się samo zrośnie. Dostałem zalecenie, żeby chodzić na siłownię by odbudować mięsień czworo-głowy uda, który rzekomo miałby przejąć stabilizującą funkcję więzadła. No dobra - pomyślałem - w końcu to ty jesteś lekarzem, nie ja, zakładam, że wiesz co robisz. Dostałem zalecenie, żeby wybrać sobie jakąś poradnię rehabilitacyjną i wziąć 10 zabiegów pola magnetycznego i jonoforezy.
Ponieważ rozpoczął się już rok akademicki i mieszkałem w Krakowie, znalazłem sobie poradnię rehabilitacyjną niedaleko mojej kamienicy. Publiczny przybytek szczęścia i radości był utrzymany w stylu lat 80. Wszystko w środku wyglądało na sprzed 30-lat, łącznie z pielęgniarkami. Znalazłem odpowiednie okienko i podałem kartkę od ortopedy na której było nabazgrane: 10 pole magnetyczne, 10 jonoforeza. Na początku pani pielęgniarka kręciła nosem, że teraz nie mają na to czasu i poza tym na skierowaniu nie ma pieczątki lekarza i zakładu, który mnie "leczył", wiec nie będzie mogła mnie przyjąć na zabiegi. Dopiero jak uświadomiłem Pani, że to prywatne leczenie, na jej twarzy pojawił się uśmiech a drzwi się szeroko otworzyły i mogłem przystąpić do pierwszego zabiegu.
Koszt 10 zabiegów pola magnetycznego i jonoforezy zamknął się w 300 zł. Sumując to z 3*80zł + 50zł, które wydałem w Pszczynie wychodzi na to, że nasza bezpłatna służba zdrowia kosztowała mnie do tej pory 590 zł.
Zapomniałem napisać jeszcze o stabilizatorze na kolano, które ortopeda zalecił mi kupić: 100zł.
A zusammen do kupy: 690zł (nie licząc drobnych wydatków na zastrzyki przeciwzakrzepowe i żele Fastum)
C.D.N.