poniedziałek, 6 grudnia 2010

Więzadło krzyżowe - nieobiektywna historia pewnego kolana cz.6 - "Diagnoza: pod nóż"

Na wizytę do doktora - słowo doktor ma tu jak najbardziej poprawne uzasadnienie użycia - udało mi się umówić naprawdę szczęśliwym trafem. A szczerze mówiąc to dr Krzysztof Ficek przyjął mnie po prostu po godzinach przyjęć pozostałych pacjentów. Rozmowa nie była długa. Opowiedziałem wszystko tak jak wyglądało i jakie leczenie zostało podjęte do tej pory. Doktor stwierdził, że jak widać sam jaki jest mój problem, on to tylko potwierdzi. I co zrobił? Test "szufladkowy". Podstawowe badanie przy podejrzeniu na zerwanie więzadła polegające na próbie wysunięcia dolnej części nogi (od kolana w dół) od jej naturalnego położenia. Normą jest wysunięcie do 5 mm. Ja miałem prawie 20 mm. Ok. Czyli wiem już na 100%, że więzadło jest całkowicie zerwane i samo się nie naprawi. Pytanie zatem brzmi: "co dalej"? Dr Ficek zapewnił mnie, że z tym urazem można spokojnie żyć - przynajmniej z 10-15 lat, ale w kolanie cały czas będą zachodzić nieodwracalne zmiany niszczenia kolana ze względu na brak głównego amortyzatora. Sugestia byłą oczywista - w moim wieku powinienem się poddać rekonstrukcji kolana. Zostałem zapisany na sesję rehabilitacyjną, która miała być rozpoznaniem jak bardzo uraz jest poważny w kontekście ruchu oraz przygotowania mnie do zabiegu. O tym co się działo na sesjach w następnym odcinku.

C.D.N.

Brak komentarzy: