Ok. Podobno na zdrowiu się nie oszczędza. Powiedziałem więc Pani, że pojawię się w poniedziałek (26.09.2008). Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Pojawiam się na poradni, kulturalna Pani mówi, żesię należy 80 zł za wizytę po czym kieruje mnie na pierwsze piętro do gabinetu nr 1. Pełen optymizmu (w końcu tyle kasy wywaliłem za wizytę) siadam w poczekalni przed gabinetem i czekam na swoją kolej. Po 15 minutach doktor (dr n.med., kolejny powód do optymizmu) wywołuje moje nazwisko. Chwytam więc kule i człapię do jego gabinetu.
Wizyta w gabinecie wyglądała następująco:
Dr: "Co Panu dolega?"
Podałem lekarzowi notatkę z izby przyjęć i opowiedziałem dokładnie jak to się stało i co czułem.
Dr: "Dobrze. Proszę przyjść za tydzień do ściągnięcia gipsu."
Czas wizyty w gabinecie: 40 sek. - 1 min.
Skoro lekarz ortopeda, specjalista do urazów kolan, dr n.med. mówi, że mam jeszcze chodzić w tym gipsie, to znaczy, że tak ma być. Ok. Przyjmujemy i przyjeżdżamy tydzień później o tej samej porze.
Sytuacja była równie szybka co tydzień wcześniej.
Polecenie: zdjąć gips.
No to zdejmujemy. Prawie własnej nogi nie poznałem - chudsza 2 razy, mięśni na nodze brak: czworo-głowy uda zniknął, mięśnie łydki, ledwo widoczne. Dla wyjaśnienia podaję, że nigdy nie byłem typem sportowca, ale czworo-głowy zawsze był i prezentował się bardzo dobrze.
W kolanie pojawił się spory wysięk. Szybka punkcja i wracam do gabinetu lekarza po dalsze instrukcje, które brzmiały tak: Proszę się zgłosić gdzieś na przeprowadzenie usg kolana. Najlepiej u nas na miejscu.
Pytanie z mojej strony: "A kiedy można?"
Odpowiedź: "W najbliższy piątek. Widzimy się za tydzień z wynikami usg."
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz